Jakoś ostatnio nie bierze mnie na przemyślenia, dzisiaj rano jednak dostałem “weny pisarskiej”
Usiadłem więc do pisania, a efekt pracy przedstawiam poniżej. Jest to krótkie opowiadanie osadzone w świecie, który najprościej można chyba ująć tak: coś na wzór naszego współczesnego świata, jednakże z magią (większość technologii opiera się właśnie na niej), elfami i całą resztą tałatajstwa. Wszystko nabiera kolorków, gdy magia…a to już przeczytacie w opowiadaniu
Jest to trochę surowa wersja, jeszcze bez dokładnej korekty i szlifów. Miłej lektury, mam nadzieję, że się nie zanudzicie
Rozstrojenie
- Dziadku, dziadku! Pokaż jakąś sztuczkę! – krzyczał chłopiec biegając po salonie niczym mały demon. Starszy człowiek siedzący przy zgaszonym kominku uniósł lekko brew i głęboko westchnął. Ponad pięćdziesiąt lat spędził w akademii z czego połowę jako student, a drugą jako wykładowca. Minęły już dwa lata odkąd został wysłany na przymusową emeryturę, jego zdaniem całkiem niesłusznie. Fakt, korzystanie z magii wymaga sporo sił, ale tych miał jeszcze wystarczająco, zresztą zdecydowana większość wykładów ograniczała się do teorii. Ale przełożeni wiedzą lepiej – po co przepłacać, skoro można wysłać drogiego starca do domu „na zasłużony odpoczynek” i zatrudnić młodego absolwenta bez doświadczenia? Od zawsze wszyscy starali się oszczędzać na wszelkie sposoby, jakość zawsze schodziła na drugi plan.
- No dziadku! – dopominał się rudzielec. Żałosne. Status arcymaga, laureat Srebrnej Księgi, osoba poważana w środowisku, siedząca teraz w chłodnym pokoju z jedynym członkiem rodziny jaki mu pozostał. Kochał wnuka, mimo że od samego początku był przeciwny związkowi córki. Być może gdyby go posłuchała i nie wiązała się z wojskowym siedzieliby teraz tutaj razem, śmiejąc się i żartując. Cztery lata… Jak ten czas leci. Jak wczoraj pamiętał tą radość na twarzy jego małej Laurien, gdy ta dowiedziała się, że razem z mężem zostali zaproszeni na wystawny bankiet zorganizowany przez rząd Sellandii. Po tylu latach wojny wyglądało na to, że odwieczny konflikt w końcu się zakończył. Był to jednak dopiero początek – nikt z delegatów Królestwa Kourny nie wrócił. A przynajmniej nie żywy. Podobno tuż po przyjeździe wszyscy zostali aresztowani przez miejscową milicję i wywiezieni do lasu, gdzie odbyła się egzekucja. Jego mała Laurien…
- Dziadku? – chłopiec dostrzegł łzę w oku starca i zbliżył się do niego. – Coś się stało? Źle się czujesz?
Starzec wymusił uśmiech na twarzy i spojrzał na wnuka.
- Nie…nie, wszystko dobrze. – szybkim ruchem wytarł oczy rękawem – Zmęczony po prostu jestem. Ale – klasnął i potarł dłonie – trochę tu chłodno nie uważasz ?
Rudzielec rozpromienił się wiedząc, że zaraz dziadek pstryknięciem palców rozpali ogień w kominku, tak jak robił to codziennie. Są jednak rzeczy, które nigdy się nie nudzą. Arcymag wstał, spojrzał na drewno ułożone w kominku, wyciągnął rękę i szepcząc pod nosem zaklęcie pstryknął. Bez efektów. „Dziwne” pomyślał. Nie był przecież na tyle słaby, żeby nie być w stanie rzucić najprostszego zaklęcia, a z palców nie sypnęła nawet iskra. Spróbował jeszcze raz.
Chłopiec patrzył na pochylającego się nad kominkiem dziadka. Już chciał podejść bliżej, gdy nagle ten padł na podłogę głośno sapiąc.
- Dziadku? – rzucił się ku starcowi, który leżał skulony na dywanie charcząc. Zauważył krew płynącą z nosa dziadka, po chwili dostrzegł również krwawe łzy.
- U..uci…eee…uciek…aj – wystękał arcymag. Na twarzy pojawił się pot, palce mocno wbijały się w dywan. Chłopiec złapał dziadka za ramię
- Wyn…o..śśśsię…uci…bie….gnij! – starzec resztką sił odepchnął wnuka. Wiedział co zaraz nastąpi, nie miał tylko pojęcia dlaczego. To zdarzało się tylko przy przekroczeniu własnych limitów i tylko przy najpotężniejszych zaklęciach. Coś jest nie tak. Zresztą nie miało to teraz znaczenia, jego wnuk musiał jak najszybciej się od niego oddalić.
- Leć! – charknął a w jego oczach pojawił się ogień. Przestraszony chłopiec zrobił krok w tył i zaczął się wycofywać nie wiedząc co robić. Musi biec po pomoc. Odwrócił się na pięcie i ruszył biegiem w stronę drzwi.
* * *
- Na pewno Ci się spodoba, to spokojna dzielnica a dom robi naprawdę dobre wrażenie – prowadzący samochód mężczyzna spojrzał na siedzącą obok żonę. Uśmiechnęła się do niego. W końcu po tylu latach ciężkiej pracy udało im się wyjść na swoje. Zaczną nowe, lepsze…
- Uważaj! – krzyknęła nagle. Kierujący pojazdem odwrócił głowę i dojrzał jakiś kształt leżący na ulicy. Wcisnął gwałtownie hamulec i skręcił kierownicą.
* * *
Gdy był już na schodach potężny, gorący podmuch rzucił nim o ziemię. Chłopiec przeleciał półtora metra i uderzył głową o beton. Jedyne co widział to zbliżające się z oddali dwa jasne punkciki świateł samochodu. Plecy rwał mu palący ból, dookoła było pełno krwi, która zaczęła mieszać się z łzami dziecka.
- Pomocy – wyszeptał szlochając. Obraz zaczął mu zachodzić mgłą. Usłyszał jeszcze pisk opon zanim stracił przytomność.
* * *
- Tam leży jakieś dziecko! – wrzasnęła kobieta i wyskoczyła z samochodu. Oszołomiony mężczyzna siedział jeszcze chwilę po czym rozpiął pasy i otworzył drzwi. Jego żona pochylała się nad leżącym w kałuży krwi rudym chłopcem. Ruszył w ich stronę rozglądając się dookoła – ulica była pusta, a w domach były pogaszone światła. „Co tu się do cholery stało?!”.
- Oddycha, ale słabo. Jest cały we krwi, ale nie widzę żadnej rany. Musimy wezwać pomoc! – półelfka spojrzała zielonymi oczami na męża – Ty zostań tu z nim, a ja pojadę do najbliższego szpitala!
- Może lepiej jak ja pojadę ?
- Zwariowałeś?! Nie zostanę tutaj sama! Zostań przy nim do cholery, daj tylko kluczyki!
- Są…są w stacyjce. Co tu się mogło stać ?! – kucnął przy chłopcu – Dobra, jedź już! – kobieta wyprostowała się i ruszyła biegiem w stronę pojazdu. Nagle coś za mężczyzną błysnęło, po czym znalazł się w kompletnej ciemności. Obejrzał się za siebie – nie było ani żony, ani samochodu.
- Lym ? – zawołał – Lym! – rzucił się w miejsce gdzie stał samochód, nic nie znajdując – Lyym! – spanikowany mężczyzna zaczął rozglądać się na boki – Co tu się do kurwy dzieje?! Lyyym!
- Dziadku ? – usłyszał słaby głos w ciemnościach. Ciszę przerwała seria wybuchów. Szczątki pobliskich domów zaczęły zasypywać ulicę, która po chwili rozbrzmiała panicznymi wrzaskami.
* * *
- Jego Ekscelencja właśnie śpi, nie mogę pana wpuścić do jego komnat! – wymamrotał młody mnich cofając się pod naporem niespodziewanego gościa. Inkwizycja! Tutaj! W środku nocy!
- Zejdź mi z oczu… – powtórzyła wysoka postać nie zwalniając kroku.
- Ale tak nie wolno…tzn nie mogę na to pozwolić! Chociaż niech pan poczeka chwilę, aż… – zbladł gdy w świetle księżyca, które padało przez okno dojrzał przypasane do biodra gościa miecz i pistolet maszynowy. „W co ja się wpakowałem…”. – Ja nie… – zająknął się.
- Posłuchaj mnie i odejdź, a może zachowasz parę zębów. – syknął inkwizytor.
Mnich zaplątał się w szatę i runął jak długi na podłogę. Zobaczył tylko ciężkie, mijające go buty. – Ale tak nie wolno – szepnął jeszcze do siebie.
Inkwizytor poprawił płaszcz i podszedł do drzwi. Właśnie tutaj powinna znajdować się prywatna komnata Najwyższego Kapłana – mimo że to kobiety pełniły najważniejsze funkcje w kraju, w końcu sama królowa była Najwyższą Kapłanką, mężczyźni nie pozostawali o wiele w tyle, chociaż powszechnie było wiadomo, że męscy urzędnicy nigdy nie będą mieli tyle władzy co ich żeńscy odpowiednicy. Przynajmniej nie oficjalnie. Mężczyzna wziął głęboki oddech i zapukał do drewnianych białych drzwi.
- Przepraszam, że przeszkadzam o takiej porze, ale to naprawdę pilne – powiedział głośno, dodając w myślach „więc nie marnuj mojego czasu i rusz swoje tłuste dupsko!”. Bez odpowiedzi. Zapukał ponownie, mocniej. Chwycił za klamkę i uchylił drzwi zaglądając do środka.
- Co do… – wymamrotał i otworzył drzwi na oścież. Cały pokój był skąpany we krwi.
* * *
- Wasza Wysokość! Musimy coś zrobić, burżuazja na pewno wykorzysta to przeciwko nam! – niski mężczyzna o czarnych, tłustych włosach miotał się po sali.
- Milcz! Cały kraj stoi w ogniu, a Ty przejmujesz się paroma nowobogackimi ?! Przecież wiesz, że nie mogą mi zagrozić! Nie ośmielą się!
- To nie do końca tak, mogą…
- Milcz głupcze! – wysoka kobieta o kruczoczarnych włosach zmierzyła mężczyznę lodowatym spojrzeniem. – Najpierw mi powiedz co tu się wyprawia? Od czego jesteś premierem?
- Nnnie… nie wiem, Wasza Wysokość – wytarł pot chusteczką – Najprawdopodobniej to zamach terrorystyczny Sellandczyków, albo…
- Zamach ? Na taką skalę ? To co do cholery robi nasz wywiad ?! Jak to możliwe, żeby w jednym czasie w ogniu stanęło całe państwo ?!
- Nnnie wiem, ale… – mężczyzna zająknął się. Do sali weszła elfka odziana w zieloną, bogato zdobioną zbroję – symbol posłańców królewskich.
- Pani, mamy wieści z zachodu.
- Mówże szybko!
- Ponad połowa Stahlform znalazła się pod wodą, Pani. Do tego…
- Stahlform ?! – przerwał mężczyzna. – Chcesz powiedzieć, że połowa terytorium naszego najbliższego sojusznika została…
- To nie wszystko – elfka wzięła głęboki oddech – Sellandia również stoi w ogniu.
- Że co ?! – premier zbladł.
- To by wykluczało wersję z zamachami – rzekła królowa. – W takim razie co to może być ?
Do komnaty wbiegł młody chłopak
- Przepr…Wasza Wysss – wymamrotał ciężko dysząc. Wyprostował się i zaczął ponownie – Wasza Wysokość, mamy informacje z akademii magicznej w Marpont.
- Do rzeczy!
- T-tak, Pani. Nastąpiło… nie wiem jak to powiedzieć, oni nazwali to „rozstrojeniem magii”, praktycznie wszystkie magiczne przedmioty zaczęły eksplodować, znikać, przybierać dziwne kształty… Tysiące magów na kontynencie zginęło, ludzie zaczęli panikować, mówią, że to gniew boży. Na wschodzie kraju ludność obwinia za to kapłanów, zaczęła się prawdziwa rzeź…
- Dość. – czarnowłosa kobieta podniosła się z tronu – Zwołać mi szybko naradę i wprowadzić w kraju stan wyjątkowy! Chcę się widzieć ze wszystkimi ministrami, zebrać generałów i posłać po inkwizycję! Ale już!
- Tak, Pani. – chłopak ukłonił się nisko i wybiegł z sali razem z posłańcem.
- Emilu – zwróciła się do premiera.
- Tak, Wasza Wysokość? – blady, spocony mężczyzna odwrócił się w stronę królowej.
- Poślij po Seyleen, muszę przygotować się do narady. Możesz odejść.
- Tak, Pani. – mężczyzna dygnął i odwrócił się na pięcie, zamykając za sobą drzwi.
Kobieta opadła ciężko na tron.
- Rozstrojenie magii… Boże, daj mi siłę.